Paweł Majka, urodził się 2 czerwca 1972 roku w Krakowie. W 1987 roku zajął trzecie miejsce w Konkursie Literackim Złota Ostroga, organizowanym przez pismo młodzieżowe Świat Młodych. Do pisania wrócił dopiero w roku 2006, opowiadaniem w wydanej przez Fabrykę Słów antologii „Tempus Fugit”. W 2014 roku ukazała się jego pierwsza powieść, „Pokój Światów” (Genius Creations). Także w roku 2014 ukazała się „Dzielnica obiecana” (Insignis Media) – pierwsza polska powieść osadzona w świecie Metro 2033 stworzonym przez Dmitrija Głuchowskiego. W 2016 r. ukazała się kontynuacja „Dzielnicy…” – „Człowiek obiecany”. Także w 2016 roku Rebis wydał space operę „Niebiańskie Pastwiska”. W roku 2017 ukazały się dwie powieści: „Wojny Przestrzeni” (Genius Creations) oraz „Berserk” (Filia). Czterokrotnie nominowany był do Nagrody im. Janusza Zajdla (opowiadanie „Grewolucja”, powieści: „Pokój Światów”, „Niebiańskie Pastwiska”, „Wojny Przestrzeni”). Trzykrotnie otrzymał nominacje do Nagrody im. Jerzego Żuławskiego. „Pokój Światów” i „Niebiańskie Pastwiska” otrzymały nagrodę główną zaś „Wojny Przestrzeni” zdobyło srebrne wyróżnienie.

Piotr Jakubowski: W tym roku do twoich nagród dołączyło srebrne wyróżnienie za powieść „Wojny Przestrzeni”. Jak wysoko Ty ją oceniasz?

Paweł Majka: „Wojny Przestrzeni” to kontynuacja „Pokoju Światów”. Uznałem, że powinienem zachować także spójność formy, dlatego w „Wojnach…”, podobnie jak w poprzedniej powieści, istnieją dwie linie czasowe. Z tym, że teraz to nie było ledwie kilka, kilkanaście lat różnicy, ale dwieście. Do tego dochodziła kwestia wydarzeń osadzonych w świecie równoległym Malowanej Moskwy (świat ożywiony poprzez obrazy Moskwy – przyp. red.). Połączenie wątków z tych wszystkich linii fabularnych oznaczało spore wyzwanie,ale też wiązało się z dużą satysfakcją z wykonanej pracy. Z tej przyczyny żywię wiele ciepłych uczuć w stosunku do tej powieści. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że zwyczajnie lubię jej bohaterów. Cieszę się, że np. udało mi się rozwinąć postać Olgi Rostowej albo relacje Kutrzeby i Zmory. Pod tymi względami jestem z tej powieści bardzo zadowolony – przekazałem w niej prawie wszystko to, co chciałem. Prawie, bo zabrakło mi miejsca na dopowiedzenie historii Marsjan. Dlatego będzie musiała powstać jeszcze jedna powieść traktująca o losach Kutrzeby, Zmory, ich przyjaciół i wrogów.

Czy zacząłeś już prace nad kontynuacją?

Tylko koncepcyjne. Na razie pracuję nad innymi projektami. Nie lubię zbyt długo tworzyć w jednym świecie, dlatego piszę na przemian różne historie. Poza tym w przypadku kontynuacji ,,Mitoświata”, jak nazwali cykl czytelnicy, koncepcji mam aż za dużo. Musi mi się to poukładać w głowie. Nie ma szans, żeby trzeci tom wyszedł przed 2020 rokiem. Jednak ,,Mitoświata” nie opuszczam. Powstają osadzone w nim opowiadania o krakowskich policjantach z lat pięćdziesiątych oraz drobiazgi – krótkie opowiadania bożonarodzeniowe. Tych ostatnich wrzuciłem do internetu trzy. Czwarte już napisałem i udostępnię je, jak co roku, w Wigilię.

Skoro nie ,,Mitoświat”,to co? ,,Metro 2033”, ,,Berserk”, ,,Niebiańskie Pastwiska” czy jeszcze coś innego?

W przyszłym roku ukaże się drugi tom ,,Berserku” – ,,Spowiednik”. A oprócz tego same nowe rzeczy. Najwcześniej powieść „Jedyne” stanowiąca typowy przykład tego, co wydawcą określił mianem: „majkowe” gdyż nie było łatwo przypisać ją w prosty sposób do konkretnej konwencji. O pozostałych projektach nie mogę wiele powiedzieć, bo jeszcze nie ustaliśmy z wydawcami daty ogłoszenia ich światu.

Możesz zdradzić o czym będzie opowiadać ,,Jedyne”?

To historia osadzona w wieloświecie – uniwersum złożonym z tysięcy światów równoległych. Jego centrum stanowi tytułowe Jedyne, świat rządzony przez króla, który opętał niemal wszechmocne bóstwo pozwalające mu podróżować między światami i wpływać na nie. Bóstwo stara się uwolnić, nawiedza więc ludzi w różnych rzeczywistościach, zmienia ich w swoich emisariuszy, których celem jest zabicie króla i tym samym bóstwa. Bohaterami powieści są agenci króla wyspecjalizowani w tropieniu takich emisariuszy i powstrzymywaniu ich. Przy czym, jak to u mnie bywa to tylko wstęp do faktycznej fabuły. Taka powieść spiskowo-awanturnicza.

Wspomniałeś wcześniej o tym, że lubisz bohaterów ,,Mitoświata”. Czy z którymś bohaterem swoich książek utożsamiasz się bardziej niż z innymi?

Najchętniej utożsamiłbym się z Behemotem z ,,Wojen przestrzeni” – zuchwałym i tupeciarskim łasuchem. Obawiam się jednak, że posiadam tylko jedną, najmniej heroiczną z tych cech. W dodatku to pożyczona postać. Najbliżej mi chyba do poglądów Szramy z ,,Dzielnicy Obiecanej”. To facet, który uważa, że świat diabli wzięli, dla ludzkości nie ma nadziei, zresztą nie zasługuje ona na drugą szansę, a mimo to stara się ocalić tych, którzy na nim polegają. Obawiam się jednak, że najbardziej przypominam innego bohatera z ,,Metra” – Szurniętego, który żyje w świecie własnych urojeń i szczerze wierzy, że jest pępkiem świata i obiektem westchnień wszystkich kobiet. Przy czym ja nie staram się w jakikolwiek sposób tworzyć bohaterów w oparciu o mnie (chyba, że drażni, tu chętnie czerpię z własnych słabości i aktywnych we mnie bestii). Buduję bohaterów takich, jakimi ich potrzebuję w danej opowieści. I to raczej ja staram się w nich wciskać, gdy o nich piszę – myśleć, czuć i decydować jak oni.

Behemot to zapożyczenie z ,,Mistrza i Małgorzaty”. Jakie inne dzieła wpłynęły na Ciebie i sprawiły, że zainteresowałeś się fantastyką?

Wpłynęło na mnie wiele opowieści, nie tylko książek. Ale fantastykę miałem chyba we krwi, pasjonowałem się nią od dziecka. Chyba jako sześciolatek zobaczyłem rakietę na okładce ,,Edenu” Lema i ta rakieta od razu zawołała do mnie „mój tyś”. Od pierwszego przeczytania zauroczyłem się ,,Trzema muszkieterami” i do tej pory to dla mnie wzór powieści awanturniczych, choć jestem też wielkim fanem ,,Trylogii” Sienkiewicza. W fantastyce najmocniej wpłynął na mnie, jak sądzę, Roger Zelazny, pisarz który chętnie sięgał do mitologii i folkloru, tworzył wielopiętrowe spiski, łączył SF z fantasy i miał literacką obsesję na punkcie zemsty. A przy tym pisał jak szatan. Zresztą powstanie miasta Jedyne z powieści pod tym samym tytułem, o której mówiłem wcześniej, to efekt tęsknoty za miastem Sigil z gry ,,Planscape Torment”. A ta z kolei inspirowana była po części twórczością Zelaznego właśnie.

Do czego najbardziej dążysz pisząc fantastykę i co próbujesz nią przekazać?

Nie jestem pewien, czy do czegoś dążę. Mam swoje własne obsesje i ciekawości. Czasem sam zostaję nimi zaskoczony. Na przykład religia pod różnymi postaciami bardzo często wyłazi mi w powieściach, choć wcale tego nie planowałem. Interesują mnie też ludzkie słabości i wahania, dlatego wielu moich bohaterów to postacie, które niekoniecznie są stuprocentowo pewne siebie. Taką pełną pewność mają zwykle czarne charaktery, albo postaci, które niekoniecznie są dobre. Na przykład wytrwałość i zdecydowanie Kutrzeby w „Pokoju światów” czyni go raczej antybohaterem. Natomiast ludzie, którzy potrafią się zawahać, zastanowić przed podjęciem decyzji wydają mi się lepsi. Dlatego często staram się, by moi bohaterowie byli zagubieni (czy zdają sobie z tego sprawę, czy nie). Fascynuje mnie także kultura i cywilizacja. Jeśli coś świadomie próbuję przekazać to właśnie to, że dla cywilizacji ważne jest coś więcej niż tylko rozwój technologiczny. Przetrwanie to nie tylko budowanie coraz nowocześniejszych miast, ale też kultura i sztuka. I religia. Nie wierzę w to, co wydawało się pewnikiem dla fantastów w latach 50, że rozwój technologii uczyni ludzi odpornymi na irracjonalizm. Jestem przekonany, że zabierzemy w kosmos nasze religie i przesądy. Kapitan gwiezdnego statku splunie przez lewe ramię, gdy czarny kot przebiegnie mu drogę na pokładzie.

A jakie przesądy czy tradycje z naszego świata najbardziej Cię zaintrygowały?

Tu przychodzą mi do głowy dwie odpowiedzi. Jedna to fakt, że do dziś zdarza nam się dochowywać wierności obrzędom, które są starsze niż chrześcijaństwo. Ba, wciąż pamiętamy historie religijne mające swoje korzenie np. w starożytnej cywilizacji Mezopotamii. Kto dziś pamięta Mezopotamię? A pewne elementy ich mitologii przeniknęły do kolejnych, następujących później kosmologii i są nam znane. To napawa mnie optymizmem – kultura i przekaz potrafi przetrwać zagładę cywilizacji. Być może za dwa tysiące lat tylko profesorowie archeologii będą pamiętać, że istniała jakaś cywilizacja zachodnioeuropejska, ale ludzie będą nadal np. ubierać choinkę? Druga sprawa to rytuał krwawej zemsty, który mam za niezwykle interesujący. Podczas studiów badałem ten rytuał u Słowian (i Albańczyków, ale to nieco na boku) i byłem pod wielkim wrażeniem jego historii oraz roli w budowaniu cywilizacji oraz miejsca w kosmologii ludowej. My znamy dziś, w znacznej mierze z winy popkultury, zbanalizowany, wręcz zwulgaryzowany obraz tego rytuału. Tymczasem przez wieki odgrywał on istotną i rzekłbym pozytywną rolę w budowaniu społeczności pierwotnych, był też silnie umocowany w wierzeniach. A do tego nie sprowadzał się tylko do zabijania, jego równie ważnym elementem były obrzędy związane z pojednaniem i przebaczaniem – jako alternatywą dla zabójstwa. Ale opowieści o przebaczaniu sprzedają się słabiej, więc trudno je znaleźć w kinie. Dlatego ,,Pokój Światów” i ,,Wojny Przestrzeni” opowiadają o różnych aspektach zemsty. To, co robi bohater tych powieści jest bardzo mocno osadzone w rytuale. Zresztą, w „Wojnach…” zostaje zacytowany dosłownie element rytuału zapisany na początku XX wieku w Czechach.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak Tobie żyłoby się w stworzonych przez Ciebie światach? Chciałbyś żyć w którymś z nich?

W żadnym wypadku nie chciałbym w nich żyć, bo to zwykle światy pełne niebezpieczeństw. A ja, obawiam się, nie jestem twardzielem zdolnym wyrąbywać sobie drogę do obiadu przez tłumy wrogów. Może świat „Niebiańskich Pastwisk” jest z tego najprzyjaźniejszy, bo w nim ludzkość ma gwarantowaną nieśmiertelność duszy po śmierci ciała. Ale gdybym mógł, to spróbowałbym załapać się do Malowanej Moskwy – świata równoległego istniejącego w ożywionych obrazach.

Skoro nie Ty, to może inni? Wrzucałeś kiedyś do tych niebezpiecznych światów ludzi, którzy wyjątkowo Tobie podpadli?

Nie, tak się nie bawiłem. Znam przynajmniej jednego autora, który tak lubi, ale ja się tak na nikim nie mszczę. Co nie znaczy, że nie pojawiają się u mnie postaci wzięte z rzeczywistości. W „Człowieku obiecanym” prawie cała ekipa Umarłych to postacie wzorowane na prawdziwych osobach. To zwycięzcy konkursu ze zlotu Preppers Poland. W tej samej powieści jedna z ważnych postaci to kolega, który zadzwonił do mnie, gdy zaczynałem pisać i rzucił: „zabij mnie”. Obiecałem mu, że to zrobię, acz zastrzegłem, że to będzie bolesna śmierć. Zgodził się. I faktycznie umiera długo, boleśnie, ale z sensem. Z kolei w „Wojnach Przestrzeni” pojawiają się polscy pisarze fantastyczni z lat osiemdziesiątych. Przy czym ich też starałem się wprowadzić tak, żeby to miało sens dla świata przedstawionego.

Jakie jest twoje największe marzenie? Literackie bądź nie.

Ha! Najtrudniejsze pytanie, jakie mi zadałeś. Literacko mam raczej plany niż marzenia. Choć oczywiście bardzo bym chciał, by ludzie moje (i nie tylko) książki czytali i to czytali z przyjemnością. Pozaliteracko? Chciałbym zamieszkać nad ciepłym morzem. Zauważyłem, że pluskanie się całymi dniami w morzu z przerwami tylko na sen, pisanie i posiłek robi mi dobrze.

Jaka największa przyjemność spotkała Ciebie ze strony czytelników?

Myślę, że sporo by się tego zebrało. Ostatnio zaskoczyła mnie dziewczyna oznajmiając: „Ach, to ty! Nareszcie się dowiedziałam kogo mój mąż tak ciągle cytuje”. Jest też czytelniczka, która poczuła chęć by narysować bohaterów mojej powieści. Kiedyś z kolei sam szukałem ilustratora do „Pokoju Światów”. Znalazłem kogoś, kto mi się spodobał, napisałem do niego i otrzymałem odpowiedź, że może być ciężko, ponieważ autor ów nie bardzo ma teraz czas. Ale za chwile przyszedł drugi e-mail: „Czy to pan napisał opowiadanie ,,Grewolucja”? Jeśli tak, to biorę to zlecenie, bo bardzo mi się podobało!”. Pisarza zawsze połechce pochwała, bo to miłe, że sprawiliśmy komuś radość albo przynajmniej przyjemność. Mnie cieszą rozmowy z ludźmi, którzy chcą o powieściach porozmawiać. Niekoniecznie tylko chwalić.

Co do ilustracji – myślałeś może nad komiksem dziejącym się w „Mitoświecie”? W ogóle widziałbyś jakąś swoją powieść przeniesioną do innego medium niż książka?

Nie miałbym nic przeciwko takim adaptacjom, czy to w postaci komiksu, czy gry, filmu – dowolnej. Ponieważ ogromną satysfakcję sprawia mi zawsze oglądanie ilustracji, czy to do powieści, czy do powiadań, każde inne przetworzenie zapewne także dałoby mi sporo radości. To niezwykle interesujące – obserwować jak ktoś inny bierze dzieło Twojej wyobraźni i przemienia przy pomocy wyobraźni własnej. Zawsze z niecierpliwością czekam na ilustracje do tekstów i zawsze mnie one jakoś zaskakują. Kiedyś znajomy spytał mnie, czy miałbym coś przeciwko przerobieniu „Pokoju Światów” na grę planszową albo RPGa. Nic przeciwko nie miałem, ale gry nie powstały. Możliwe, że powinienem sam zaangażować się w taki projekt. Kłopot w tym, że na razie nie widzę szans, bym znalazł na to czas.

Czytasz swoje książki po ich wydaniu?

Nie od razu i nigdy w całości. Prawda jest taka, że kiedy kończę pracę nad książką mam tej konkretnej powieści serdecznie dość. Przy czym: „zakończenie pracy” oznacza zakończenie procesu redakcji i korekty. Zanim więc książką trafi na rynek ja mam ją przeczytaną już kilkanaście razy. Natomiast po roku czy dwóch zdarza mi się wrócić do tekstu, ale nie całego, ale raczej fragmentów, do których czuję szczególną miętę. Ot, żeby sprawdzić czy nadal mi się podobają. Oczywiście wracam też do starszych powieści, jeśli piszę ich kontynuację. Wtedy muszę sprawdzać różne detale, żeby nie popełnić błędów.


Ostatnie pytanie – jak zachęciłbyś innych do zainteresowania się fantastyką?

Fantastyka to nie monolit. Za tym jednym słowem kryje się cały archipelag treści. Jeżeli ktoś szuka nieco ambitniejszych, poruszających głębsze tematy opowieści – proszę bardzo, znajdzie tego u nas mnóstwo. Potrzebuje eksperymentów formalnych? I takie są dostępne. Ktoś chciałby odetchnąć nieco od rzeczywistości w magicznym świecie? Mamy ich bez liku! Fantastyka zajmuje się współczesnością, komentuje ją, a czasem zadaje o nią poważne pytania. Ale nie ucieka przed zabawą, czy to w formie przygody, awantury i sensacji, czy to humoru. Jest fantastyka literaturą konwencji, ale konwencji szerokiej i szalenie urozmaiconej wewnętrznie.

Rozmawiał: Piotr Jakubowski

Korekta: Julia Kasperkowiak

Kategorie: Wywiad