„Wszystkie nadzieje i pragnienia opierają się na poglądzie, że istnieje wewnętrzna jaźń, o której uszczęśliwienie należy zabiegać. Skoro jaźń nie istnieje, nie ma sensu żywić nadziei ani pragnąć czegoś ze względu na jakąś mityczną istotę. Wszystkie te rzeczy nie mają znaczenia, skoro nie istnieje nikt, dla kogo mogłyby mieć znaczenie. Naprawdę można żyć bez nadziei.”

(Susan Blackmore „Maszyna memowa”)

Tomek kończył właśnie ostatni kęs pizzy hawajskiej i wolną ręką powoli wpisał hasło, po czym kliknął na przycisk „sign in”. Po ekranie przesuwały się w mgnieniu oka komendy świadczące o tym, że następuje wymiana danych z serwerem. Nie minęło pół minuty, a chłopak zanurzył się w świecie „Life”, gry komputerowej stanowiącej symulator życia. Tomkowi nie powiodło się w realu – brak pracy, dziewczyny, wykształcenia. Jedyną odskocznię od szarej rzeczywistości stanowiło „Life”. Jako zaawansowany gracz, Tomek miał do dyspozycji dwa wirtualne domy, kochającą żonę i dwójkę dzieci. Oraz swojego cyfrowego awatara – Toma. Tom Witczak miał wymagającą pracę, jako główny specjalista ds. IT w firmie tworzącej gry komputerowe. Ich sztandarowym produktem było „Humans”, symulator życia. W związku z dużą aktualizacją Tom spędzał większość czasu w pracy, aby zasłużyć na podwyżkę. Jeszcze niecałe sto tysięcy kredytów i kupi wypoczynkowy domek nad morzem, nad którym zlokalizowane jest jego Paradise City. Miasto ze snu, w którym trawa jest zielona, a kobiety piękne, tak jak w tej piosence. Tomek martwił się jednak paskiem emocji Małgorzaty, żony Toma, która na swój cyfrowy sposób wyrażała niezadowolenie z ciągłego braku czasu jej męża. Od tygodnia stara się operować swoją postacią tak, aby wyważyć, na ile może rzucić się w wir pracy, jednocześnie nie zaniedbując relacji z żoną.

Gdy w Paradise City zaczęło zachodzić słońce, komputerowy awatar siedział jeszcze przed domowym laptopem, kontynuując firmową pracę nad aktualizacją „Humans”. Kierował w niej postacią o nicku user_1802. Nie wysilił się w tej kwestii, nieszczególnie dbał też o rozwój swojej postaci. Służyła mu tylko do testowania środowiska gry. Wszelkie działania i parametry postaci były związane z aktualnymi zmianami w kodzie gry, by upewnić się, że żadna potencjalna usterka nie umknie uwadze twórców. Można by rzec, że Tom cheatował, gdy przez odpowiednie komendy bez wysiłku uczynił z usera_1802 programistę. Nie traktował tego jednak jako oszustwo – był testerem, a przed wprowadzeniem ostatecznej wersji aplikacji na rynek, konsola komend zostanie zablokowana. Bawiła go też myśl, że komputerowy bot pracował nad własną grą, gdy Tom używał go do testów. Przez chwilę patrzył, jak user_1802 siedzi przed swoim miniaturowym ekranem i przeszło mu przez myśl, że jego roboczy awatar może faktycznie coś tam widzieć poza kilkunastoma pikselami na krzyż. Uśmiechnął się do tej myśli. Jednym kliknięciem oderwał usera_1802 od jego fikcyjnej pracy, by wysłać go na wycieczkę do nowotworzonego miasta, które po aktualizacji ma pojawić się jako sąsiednie dla Dream Village, obecnie jedynej lokacji w grze. User_1802 posłusznie wykonał polecenie i Tom szybko pozbył się iluzji jego wolnej woli.

„Reality” była już prawie gotowa. Od dawna user_1802 zajmował się tylko swoją grą, zupełnie rezygnując z życia społecznego. „Reality” miała być czymś przełomowym, pierwszym tak realistycznym symulatorem rzeczywistości. Ogromna liczba zmiennych, niemal całkowicie generowanych losowo, tworzyła środowisko nieprzewidywalne, w którym funkcjonują awatary kontrolowane przez użytkowników. Otwarty świat gry został wzbogacony czynnikiem, który poprzez losowość sprawił, że w „Reality” mogło zdarzyć się wszystko i nikt nie był w stanie przewidzieć rozwoju wydarzeń. Jedyne ograniczenie stanowi kod źródłowy, jak DNA w żywym organizmie. Od wielu miesięcy user_1802 tworzył to DNA linijka po linijce i czuł się skrajnie wyczerpany. Ostatnio wiele uwagi poświęcał swojej nowej postaci w grze, której, dla przetestowania własnych umiejętności, dał najniższe parametry, by sprawdzić, czy da się osiągnąć sukces w cyfrowym życiu, nie będąc we wszystkim najlepszym. Ku swojej frustracji odkrył, że nie tak łatwo zdobyć dziewczynę, a perspektywy pracy i wykształcenia również nie wyglądały zbyt kolorowo, kiedy zepsuje się podział punktów przy samym procesie tworzenia postaci. Zbyt niskie cechy owocowały późniejszym rozwojem i gdy inne postacie już dawno zaliczały najważniejsze punkty milowe życia, on zmagał się z tymi, które już dawno powinien mieć za sobą. Może gdyby był kobietą, rozkład cech zadziałałby inaczej w interakcjach z innymi? Ale na ten wybór już trochę za późno. Był białym heteroseksualnym cispłciowym mężczyzną, więc poziom trudności nie był zbyt wysoki, prawda?  User_1802 próbował go jakoś naprawić. Wielokrotnie. Myślał, aby wybrać dla niego karierę przestępcy, co prawdopodobnie mogłoby dać mu atrakcyjne i bogate życie, ale raz dokonana próba kradzieży, przy jego umiejętnościach, zakończyła się fiaskiem. Życie jego postaci po prostu nie mogło ułożyć się tak, jakby sobie tego życzył. Na pocieszenie user_1802 zamówił mu hawajską. Mimo jej wad, jakoś polubił swoją kreację.

Niespodziewanie user_1802 poczuł nieodpartą chęć, żeby wsiąść do auta stojącego przed domem i wyjechać. Potrzebował tego po tych wszystkich miesiącach siedzenia w czterech ścianach. Na podjeździe stał szary Ford Explorer. User_1802 wsiadł do środka, a cel podróży pojawił się w jego głowie równie nagle jak myśl o wyjściu z domu. Nice Town, miasteczko położone zaraz za Dream Village. Koniecznie chciał tam pojechać.

Już po chwili Ford mknął przez puste ulice, na których przez całą trasę nie pojawił się żaden inny pojazd. Do kierowcy dotarła nieoczekiwanie myśl, że od wielu tygodni nie widział żywej duszy, co jakoś wcześniej nie zaprzątało jego uwagi. Ostatecznie uznał, że ma szczęście. „Szczęście to oczko puszczone do nas przez Boga” – przyszło mu jeszcze do głowy. Zdarzało mu się myśleć o Bogu. Zastanawiał się nad tym, czy jest nad nim Ktoś, kto czuwa. Wielki Obserwator, Wszechmocny Superadmin, Główny Użytkownik. Uśmiechnął się na ostatnią myśl, godną programisty. To z kolei pociągnęło dalszy ciąg skojarzeń. Nawet kiedy nie był w grze, często przypominał sobie swojego bota. Zastanawiał się, jak może poprawić jakość jego życia. Dlaczego był nieszczęśliwy? Jak pokierować jego losami, by wreszcie znalazł to, o czym marzy i spełnił się jako człowiek? User_1802 minął tabliczkę z napisem „Nice Town”. Mimo zachęcającej nazwy, miasteczko nie wyglądało zbyt miło. Puste ulice, domy, w których nie świeciło się światło, brak ludzi. Gdzie podziali się mieszkańcy? Okolica, w której znalazł się user_1802 była gotowa do zamieszkania i kusiła centrami handlowymi, przyjemnymi szeregowcami i zadrzewionymi skwerami. Mimo to, nie było w niej życia. Nice Town było pustym, wymarłym miastem. Przyjezdny poczuł narastający strach.

               „Migracja z Dream Village do Nice Town przebiegła pomyślnie!” – Tom uśmiechnął się, widząc komunikat na monitorze komputera. Za miesiąc każdy użytkownik „Humans” będzie mógł za pomocą specjalnego dodatku świątecznego dodać do swojego wirtualnego świata nowe miasto. Nice Town niedługo zapełni się awatarami, radosnymi, pełnymi energii, które sprawią, że miasto zasłuży na swoją nazwę.

– Nie, nie wytrzymam tego… Całe dnie spędzasz przy tej cholernej grze! – Tom nie zauważył, kiedy Małgorzata weszła do pokoju, gotowa do kłótni – Jeśli natychmiast nie rzucisz tego w diabły i nie zajmiesz się mną i dziećmi, to odejdę!

 Tom pomyślał przez chwilę o tym, jak trudno jest balansować między życiem rodzinnym a pracą, jak w jakiejś cholernej grze. Już miał odpowiedzieć, że robi to dla niej, gdy jego uwagę przykuł wskaźnik emocji Usera_1802. Pasek stanu gwałtownie wychylił się ku czerwieni. Bot wykazywał nieprzyjemne uczucia. Czy miasto tak na niego wpłynęło? Coś w kodzie?

– To koniec, słyszysz! Spędzasz więcej czasu z tymi widmami niż z żywymi ludźmi, niż ze mną! – Małgorzata zaczęła krzyczeć, ale Tom zignorował kolejną histerię żony, przyglądając się interakcjom awatara ze światem Nice Town. Nie można pozwolić, żeby postaciom, w które gracze ładują grubą forsę, coś się stało po przyjeździe do nowej lokacji. Może przypadkiem, na skutek niedbalstwa, pośpiechu, bądź najpewniej obu tych czynników, został na mapie jakiś marker, który natychmiastowo obniżał emocje i user_1802 na niego wszedł? Tom szybko wpisał polecenie i obserwował, co się stanie.

User_1802 miał mętlik w głowie. Nice Town wyglądało jak zwykłe miasto, ale panująca tu pustka i głucha cisza budziły w nim niepokój. To było jak wspomnienie czasów, gdy z mroku nicości dopiero wszystko się wyłaniało. Coś było bardzo nie w porządku z tym miejscem. Świat wydał się nagle userowi_1802 wypaczony. Tak, to było właściwe słowo. Świat, w którym się znalazł, był światem wypaczonym.

W tym momencie, jakby znikąd, na środku pustej ulicy, pojawił się czarny kot i z głośnym miauczeniem podbiegł do świeżego mieszkańca Dream Village. Gdy zwierzę zaczęło ocierać się o nogę człowieka, ten spostrzegł z przerażeniem, że kot ma tylko połowę ciała. Druga połowa to pojawiała się, to znikała, a podczas jej zanikania w ciele kota błyszczało coś, co przypominało telewizyjne piksele. User_1802 cofnął się, by kot go nie dotykał, ale ten zdawał się nic sobie z tego nie robić, podobnie jak z tego, że brakuje mu połowy ciała. Czarny dachowiec, który pojawił się znikąd, niczym kot z Cheshire, z głośnym miauczeniem biegł za jedynym człowiekiem w Nice Town, a ten uciekał przed nim do swojego szarego Forda. Scenę można by uznać za komiczną, ale user_1802 był autentycznie przerażony. Wbiegł do samochodu i zamknął się od środka przed upiornym kotem. Zaczął się obawiać, że oszalał, traci rozum. Spojrzał przez okno i zobaczył kota, który nadal stał przy aucie i próbował dostać się do środka. User_1802 odniósł wrażenie, że na kilka sekund kotu się to udało, ale potem znów znalazł się poza samochodem. Zdążył jednak z bliska skonfrontować się z jego pustym, elektronicznym spojrzeniem i ogarnęła go groza, zdawałoby się, niewspółmierna do zagrożenia. Trzeba było jak najszybciej wydostać się z tego miasta widmo. Samochód miał jednak inne plany. Pojazd przestał reagować na ruchy kierownicą i po uruchomieniu silnika z całym impetem wjechał w ścianę najbliższego domku. Na jakiś czas user_1802 przestał myśleć. Gdy wrócił do siebie, samochód po raz kolejny rozpędzał się, by uderzyć w budynek. O dziwo, ściana domku była nienaruszona, ale migała i pikselizowała jak okropny półkocur. Gdy auto zbliżało się z dużą prędkością, user_1802 pomyślał, że umrze w tym dziwnym miejscu. Przed oczami, nie wiedzieć czemu, pojawiła mu się jeszcze jego postać w grze. Czy już nie uda mu się poskładać jego życia w całość?

Małgorzata wyszła trzaskając drzwiami, a Tom obserwował w milczeniu spektakl rozgrywający się na monitorze. Samochód raz po raz uderzał w ścianę, a pasek emocji i pasek życia bota przechodziły w czerń, co nieuchronnie doprowadzi do jego śmierci. Tom był zły. Spaprał coś w kodzie, co wpływało na zachowania postaci. Gdyby to spotkało awatary graczy, twórcy mieliby spore kłopoty. Taka wpadka, a internauci jeszcze przy dwudziestej aktualizacji będą trąbić o tym w mediach społecznościowych. No dobrze, trzeba przyznać przed samym sobą, Nice Town okazało się niedopracowane. Z drugiej strony dobrze, że wykazała to pierwsza testowa migracja roboczego bota. Będzie dużo czasu na naprawę bugów.

Kliknięciem wywołał konsolę komend i zaczął wpisywać kod, aby teleportować usera_1802 z powrotem do Dream Village, zanim jego pasek życia zmniejszy się do zera. Gdy miał wpisać ostatnią literę kodu, przerwał i schował konsolę. Właściwie to chciał zobaczyć, jak to się skończy. Musiał to wiedzieć, by zdać raport w firmie. Pasek życia usera_1802 kurczył się po każdym zderzeniu auta ze ścianą. Tom czuł się jak wtedy, kiedy dla zabawy, podczas przerwy w pracy, wyciągał drabinki z basenów i patrzył, jak boty toną. Nie był miłosiernym Bogiem, ale nie ma tu innego. Przez następnych kilka godzin wielokrotnie respawnował usera_1802 i wysyłał na powrót do Nice Town. Tam bot bez przerwy wpadał w szał i ginął na różne sposoby, a to wjeżdżając w budynek, a to skacząc z wysokiego mostu. Zmagania z wadliwym kodem gry trwały przez całą noc, a dziesiątki żywotów usera_1802, przeżywało własną śmierć wciąż od nowa. Gdy światło zaczęło prześwitywać przez żaluzje, Tom poczuł nagle niedopartą potrzebę, by zająć się żoną. Postanowił zrobić jej śniadanie, by jakoś wynagrodzić samotną noc i resztę poranka spędzić tylko we dwoje. Uznał, że to wyśmienity pomysł.

Zaczynało zmierzchać, gdy Tomek stwierdził, że pora wysłać Toma, aby zajął się żoną. Przez cały czas, gdy jego awatar pracował, Tomek obserwował pasek stanu emocji jego żony i wiedział, że balansuje na cienkiej linii. Wspólne śniadanie powinno ją nieco udobruchać i pozwolić Tomowi na jeszcze trochę pracy bez strachu przed cyfrowym fochem. Uśmiechnął się na tę myśl. Boty są takie proste. Przestrzegając kilku reguł, mógł stworzyć sobie takie życie, o jakim tylko marzył. Na chwilę oderwał się od monitora i rozejrzał po pokoju. Pomieszczenie było praktycznie puste, poza łóżkiem, krzesłem i biurkiem z laptopem. Czegóż więcej potrzeba? – pomyślał i gorzki uśmiech pojawił się na jego twarzy. Już chciał wrócić do przerwanej gry, gdy nagle uświadomił sobie z całą przerażającą wyrazistością, że jego życie nie ma żadnego celu i lepiej byłoby je zakończyć.

Bez wahania wstał z krzesła i podszedł do okna. Robił to mniej więcej raz w tygodniu, ale zwykle wycofywał się w ostatnim momencie. To było jak gra z samym sobą. Gra w życie, w której sprawdzał, ile jeszcze jest w stanie znieść. Kiedy nie skończy się tylko na gapieniu w okno i wyobrażaniu sobie siebie spadającego w dół? Za szybą błyszczała Warta, a na Zawarciu, tej opuszczonej przez Boga i włodarzy miasta części Gorzowa, widniał świetlny neon galerii handlowej. Spojrzał na tłum ludzi śpieszących gdzieś ulicą Sikorskiego, sześć pięter niżej. Tomek wolałby być jednym z nich. Wszystko jedno, kim. Informatykiem, przestępcą, nauczycielem, może nawet kobietą. Byle tylko nie sobą. Poczuł głęboką niesprawiedliwość, że jego życie w niczym nie przypomina tego z gry komputerowej. Otworzył okno. Poczuł powiew na twarzy. Dlaczego życie w realu nie jest tak proste, jak to złożone z ciągów zer i jedynek? Wszedł na parapet. Jeśli Bóg jest, to się nie spisał, bo z tym cholernym światem jest coś nie tak. Jest w jakiś sposób wypaczony – pomyślał jeszcze. Wychylił się przez parapet, zatrzymał na chwilę, jakby w zamyśleniu, czy raczej zdumieniu, po czym odepchnął się nogą. Tłum gapiów krzyknął na widok ciała upadającego na chodnik. Nim ciało roztrzaskało się na betonie, wyobraziło sobie jeszcze coś zabawnego. Jak jego pasek życia maleje.